środa, 31 grudnia 2008

Góra Zborów

Drugiego dnia świąt tradycyjnie już wybrałem się z Gosią na wycieczkę po terenach jurajskich. Za nasz cel obraliśmy górę Zborów.

Zaraz na początku naszej drogi odwiedziliśmy dawny kamieniołom. Nie udało się niestety wejść to tamtejszej Jaskini Głębokiej, gdyż została zamknięta na zimę w tym roku.



Ruszyliśmy więc dalej w las pod górę.





Zatrzymaliśmy się na dłużą chwilę przy sopelkach...

...Gosi jednak nie podobało się to zbytnio... Zostałem napadnięty swoją własną bronią! Spust migawki nacisnąłem odruchowo, potem już tylko przestraszony osunąłem się bezwładnie po skale. W końcu kaliber spory :)



Idąc dalej upatrzyliśmy rosnące na skale malutkie drzewko.


Przyszła pora na portrety przy skałach. Aparat biegał od rąk do rąk :)















Bardzo lubię wiersz Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej pt. Barwy.

(...)A we mnie biało, biało, cicho, jednostajnie - 
bo noszę w sobie wszystkich barw skupioną tajnię. 
O, jakże się w białości mojej bieli męczę - 
chcę barwą być - a któż mnie rozbije na tęczę?



I po chwili się stało. Kolejny dowód na to że fotografia to czary.




Idąc co raz wyżej mijaliśmy wiele różnych skał. Mimo że jest ich tam setki, każda ma nazwę. Niestety nie mieliśmy ze sobą mapy by identyfikować je po kolei.



Wspinaczka to świetna sprawa ale i zagrożenie. W tym miejscu ktoś nie miał szczęścia niestety...

 

Podobno szczęśliwych ludzi grawitacja nie dotyczy :)






Teraz to, na co wszyscy czekali. Szczytowanie. 462 m n.p.m.


Grunt to twarzowa czapeczka.


Widok na okoliczne Podlesice. Spokojna kraina. Szkoda że widoczność nie zachwycała tego dnia.


Mimo że już na szczycie, to ciągle, bez ustanku spoglądam w górę. I wszystkim czytającym życzę w życiu tego samego.

wtorek, 30 grudnia 2008

Święta, święta...

Święta już za nami. Było rodzinnie i radośnie. My zaczęliśmy od pieczenia sernika. Mąka, cukier, margaryna, jajka. Kompozycja niezwykła.


Moje niezdarne dłonie (choć wyrobione od noszenia lustrzanki) wzięły się za ugniatanie ciasta.


Po kilku minutach ciężkiej pracy byłem tak dumny ze swojego dzieła, że koniecznie musiałem mieć z nim pamiątkowe zdjęcie.



Siostra natomiast w tym czasie przygotowywała masę serową. Tutaj łączymy obie części niezbędne do wypieku.


Jak sernik to tylko z brzoskwiniami :)

 

Wszystko gotowe, ciasto w piekarniku.  Magiczne są chwile, kiedy co chwilkę spoglądamy do środka, patrzymy czy się już rumieni i czy równo rośnie. 


Ciasto gotowe, teraz choinka. W wigilijny poranek dzielnie wstałem ze swoją siostrą i wzięliśmy się wspólnie za jej ubieranie. Ale było przy tym frajdy! 

Godziny popołudniowe. Mama spieszy się, by wszystkie dwanaście potraw było gotowych na czas. 


W oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę fotografowałem Emilię.


Nie każde zdjęcie, na którym ktoś zamknie oczy idzie u mnie od razu do kosza. Niektóre osoby są po prostu takie, że czy z zamkniętymi, czy z otwartymi oczami zawsze wychodzą uroczo.

 

Jeszcze kilka drobnych, fryzjerskich poprawek :)

Lustro - pomocnik w backstage'u :) 



Na kilka minut przed rozpoczęciem uroczystej kolacji namówiłem jeszcze Emilę na małą sesję choinkową.


Nieraz warto wyczekiwać momentu aż ktoś modelce przeszkodzi w pozowaniu i wywoła u niej spontaniczną reakcję :)

 












Wszędzie można dostrzec zmyślną kompozycję. Również w talerzach z łazankami i pietruszką czekającymi na grzybową.



Również uszka cierpliwie czekały na barszczyk.


Kompot ze śliwek, śledzie już w pełni gotowości.

 

Zaczynamy opłatkiem. Niewiele jest takich chwil w roku, kiedy wszyscy widzimy się razem i mówimy sobie takie mnóstwo szczerych i ciepłych rzeczy.


Łazanki doczekały się wreszcie grzybowej.



A uszka barszczyku.


Była też tradycyjna chałka. Posypana makiem. Tutaj w ujęciu makro.


Z takiej perspektywy przypomina mi góry księżycowe z wielkimi kamieniami na zboczach.


Nie zabrakło karpia, różnych rodzajów kapusty i innych smakołyków. To już jednak pozostawiam Waszej wyobraźni. Podobnie jak prezenty, którymi hojnie obdarował nas aniołek :)


poniedziałek, 22 grudnia 2008

Wigilia studencka

Kilka dni temu, odpowiednio wcześniej ze względu na rozjazdy na święta do domów, zorganizowaliśmy sobie w ścisłym gronie przyjaciół wigilię. Był opłatek, serdeczne, pełne ciepła i długaśne życzenia nie ograniczające się jedynie do "dużo zdrowia, szczęścia i pomyślności". Był śledź, barszczyk, ciastka z makiem, kutia, pierogi z kapustą i grzybami, makowiec, a przede wszystkim byli ludzie którzy znaczą dla siebie bardzo wiele.

Był też fotograf oraz jego Nikon z podpiętą trzydziestkąpiątką. Będzie to okazja by wszystkich po kolei przedstawić.

Marcin z Sandrą. Ich można przedstawić tylko razem. Tworzą genialną parę. Ciągle powtarzam Marcinowi, że może się uważać za najszczęśliwszego człowieka  bo ma Sandrę. A Sandrze mówię, że może być najszczęśliwsza, bo ma Marcina. Marcin - człowiek gór, wytrwałości, pasji i ambicji. Sandra - dziewczyna zawsze uśmiechnięta, inteligentna, wszystko to co robi i mówi ma wielką wartość. Oboje robią w życiu tysiąc rzeczy,  studiują trudne kierunki, co weekend siedzą w górach, chodzą na kurs przewodnicki, angażują się w społeczności studenckiej, a i tak prawie każdy wieczór spędzają razem na przyjemnościach. Podziwiam i czerpię z nich wzór do naśladowania.





Ania. Osoba zawsze radosna  i pogodna. Jej rysunki to arcydzieła przy moich zdjęciach. Uzdolniona w wielu dziedzinach.





Marta. Z racji na mój zawód fotografa wielokrotnie jest mi dane przebywać z pięknymi dziewczynami. Jeśli jednak mam być szczery, to nie znam drugiej kobiety tak promieniującej urokiem jak Ona. Określenia Sleeping Beauty czy Sweet nie wzięły się z nikąd. Wielką karą byłoby dla mnie nie móc się z nią widywać. Maksymalnie pozytywna osoba.











Krzyś. Wieczny student. Okropny leniuch. Nocny marek. Informatyk, ale nic nie pamięta z tego co się uczył. Zbyt sympatyczny. Nie mogę znieść jego ciągłej pogody ducha, bo sam nie mam takiej. Zbyt ugodowy, nie umie postawić na swoim. Zawsze narzuca się innym z pomocą. Przez nasze rozmowy przy każdym spotkaniu i w późnych godzinach nocnych na jabberze tracę mnóstwo cennego czasu. Jednym słowem PRZYJACIEL.



Paula i Artur. Kolejna pozytywnie zakręcona para. Znali się od dawna, ale dopiero niedawno to coś ich połączyło. I bardzo dobrze, bo oboje są szczęśliwi, uśmiechnięci. Nigdy nie odmówią pomocy innym i często towarzyszą nam wszystkim w górskich wędrówkach.






Kate. Jej erudycja zawsze mnie zaskakuje. Dziewczyna mająca swój styl oraz skrupulatnie go realizująca. Podoba mi się w niej konsekwencja. Zawsze też mogę się z nią spotkać, i po prostu pogadać o rzeczach zwykłych i niezwykłych.



Dziękuję Wam że jesteście. Dziękuję Wam że jesteście tak wspaniali.

Wszystkim czytelnikom bloga życzę radosnej choinki i wielu chwil owocnych w refleksję szczególnie nad tym, że warto się uśmiechać i że  warto być dobrym człowiekiem. I że warto mieć przyjaciół. Szczególnie takich jak moi.