wtorek, 30 grudnia 2008

Święta, święta...

Święta już za nami. Było rodzinnie i radośnie. My zaczęliśmy od pieczenia sernika. Mąka, cukier, margaryna, jajka. Kompozycja niezwykła.


Moje niezdarne dłonie (choć wyrobione od noszenia lustrzanki) wzięły się za ugniatanie ciasta.


Po kilku minutach ciężkiej pracy byłem tak dumny ze swojego dzieła, że koniecznie musiałem mieć z nim pamiątkowe zdjęcie.



Siostra natomiast w tym czasie przygotowywała masę serową. Tutaj łączymy obie części niezbędne do wypieku.


Jak sernik to tylko z brzoskwiniami :)

 

Wszystko gotowe, ciasto w piekarniku.  Magiczne są chwile, kiedy co chwilkę spoglądamy do środka, patrzymy czy się już rumieni i czy równo rośnie. 


Ciasto gotowe, teraz choinka. W wigilijny poranek dzielnie wstałem ze swoją siostrą i wzięliśmy się wspólnie za jej ubieranie. Ale było przy tym frajdy! 

Godziny popołudniowe. Mama spieszy się, by wszystkie dwanaście potraw było gotowych na czas. 


W oczekiwaniu na pierwszą gwiazdkę fotografowałem Emilię.


Nie każde zdjęcie, na którym ktoś zamknie oczy idzie u mnie od razu do kosza. Niektóre osoby są po prostu takie, że czy z zamkniętymi, czy z otwartymi oczami zawsze wychodzą uroczo.

 

Jeszcze kilka drobnych, fryzjerskich poprawek :)

Lustro - pomocnik w backstage'u :) 



Na kilka minut przed rozpoczęciem uroczystej kolacji namówiłem jeszcze Emilę na małą sesję choinkową.


Nieraz warto wyczekiwać momentu aż ktoś modelce przeszkodzi w pozowaniu i wywoła u niej spontaniczną reakcję :)

 












Wszędzie można dostrzec zmyślną kompozycję. Również w talerzach z łazankami i pietruszką czekającymi na grzybową.



Również uszka cierpliwie czekały na barszczyk.


Kompot ze śliwek, śledzie już w pełni gotowości.

 

Zaczynamy opłatkiem. Niewiele jest takich chwil w roku, kiedy wszyscy widzimy się razem i mówimy sobie takie mnóstwo szczerych i ciepłych rzeczy.


Łazanki doczekały się wreszcie grzybowej.



A uszka barszczyku.


Była też tradycyjna chałka. Posypana makiem. Tutaj w ujęciu makro.


Z takiej perspektywy przypomina mi góry księżycowe z wielkimi kamieniami na zboczach.


Nie zabrakło karpia, różnych rodzajów kapusty i innych smakołyków. To już jednak pozostawiam Waszej wyobraźni. Podobnie jak prezenty, którymi hojnie obdarował nas aniołek :)


1 komentarze:

  1. Podoba mi się świąteczna atmosfera, którą udało Ci się zatrzymać na zdjęciach, w potrawach wigilijnych i całym ich blasku począwszy od przygotowań do gotowej uczty. Zdjęcia pomagają przypomnieć sobie przyjemne chwile. Pozdrawiam.
    OdpowiedzUsuń na zawsze