poniedziałek, 22 grudnia 2008

Dolinka Kobylańska

Tereny Jury Krakowsko-Częstochowskiej są mi bardzo bliskie, bo tam się wychowałem. Teraz też nie mam tam daleko, wystarczy wyjechać kilkanaście kilometrów za Kraków i mamy Dolinki Podkrakowskie. Do jednej z nich, dokładnie Kobylańskiej, wybrałem się wraz z Martynką na początku października by w ten sposób przywitać jesień i zakosztować jednego z ostatnich dni które były pełne słońca.

Dolinka ta jest znana z jednych z najpięknieszych i dogodnych dla wspinaczy skałek na Jurze:



O dziwo, szukając oznak jesieni, natrafialiśmy na początku na te wiosenne - kwiaty, biedronki...













Sprawne oko wypatrzyło jednak w oddali piękne kolorowe liście. Szybka zmiana z obiektywu makro na tele i udało się sfotografować:



Poniżej kilka detali przyrodniczych.









Największą frajdą są jednak dla mnie portrety. Odnaleźliśmy piękne, dębowe liście i kazałem się Martynce ustawić między nimi:

Porwała mi Nikona i odwdzięczyła się tym samym :)








Wyleciawszy przez bramę, biegł prosto na pole;
jak szczupak, gdy mu oścień skróś piersi przekole,
bez celu i bez drogi; aż niemało czasu
nabłąkawszy się, w końcu wszedł w głębinę lasu
i trafił, czy umyślnie, czyli też przypadkiem,
na wzgórek, co był wczora szczęścia jego świadkiem,
gdzie dostał ów bilecik, zadatek kochania,
miejsce, jak wiemy, zwane ŚWIĄTYNIĄ DUMANIA.






Portretów ciąg dalszy:









Miało się już ku zachodowi, w lesie było co raz ciemniej. Wyszliśmy więc na okoliczną skałkę by podziwiać widoki.












Dziękuję Martynce za pozowanie, wspaniałą wspólną wycieczkę oraz zrobienie mi kilku doskonałych zdjęć.

0 komentarze:

Prześlij komentarz