Pewnego październikowego wieczoru byłem umówiony z moją przyjaciółką Asią na kawę w jednej z krakowskich kawiarenek - takiej małej, ciasnej, pełnej uroku, w której "głos sam się zniża aż po szept", a "stoliki krążą w nieważkości lamp". Nie ośmieliłem się robić zdjęć w środku, bo przy moich umiejętnościach nie uchwyciłbym ani rąbka magii tamtego miejsca :) Ale ponieważ miałem ze sobą aparat, zorganizowałem Asi mini sesję w deszczowym klimacie.

1 komentarze: