We wrześniu miałem ambitne plany, by zrealizować kilka sesji plenerowych w Tatrach oraz zdobyć kilka trudniejszych i ważniejszych szczytów. Niestety, niespodziewanie pogoda pokrzyżowała moje plany... Połowa września, a tu temperatura poniżej zera, silny wiatr i padający śnieg. Z wyjazdu jedak zrezygnować nie chciałem. Okroiłem trasę do szlaku z Kuźnic przez Murowaniec nad Czarny Staw. Jak było? Spójrzcie sami.
W Kuźnicach na dole deszczowo, chłodno, ale piękno natury można dostrzec zawsze:

Po zaledwie stu metrach podejścia powitał mnie już pierwszy śnieg:




Jak widać nie byłem sam. Co prawda tłoku na szlaku nie było, ale gdzieniegdzie można było kogoś spostrzec:











Poniżej Betlejemka, okolice Murowańca. Śniegu już całkiem sporo, temperatura coraz niższa.

No i mamy Murowaniec, mój punkt pośredni. W środku oczywiście tłumy. Pogoda nie zachęcała do dalszych wypraw.

Na poniższym zdjęciu widać że to dopiero pierwszy śnieg. Liście jeszcze miejscami zielone przecież.

Po trzech godzinach drogi dotarłem na miejsce. W tle Czarny Staw. Zawrat kusił bardzo, ale uznałem że przy takiej widoczności nie ma to najmniejszego sensu.

Śnieg padał coraz mocniej. A ja spędziłem kilka chwil nad wodą.

Droga powrotna. Widocznosć coraz mniejsza, więc i ja rzadziej wyciągałem aparat.



Im niżej, tym bardziej śnieg zmieniał się w deszcz. Zmokłem. Mój aparat też. Ale kolejnych zdjęć sobie nie podarowałem, gdy otaczał mnie tak piękny las.




1 komentarze: