Nie muszę nawet wspominać jak wspaniale mi się z nimi pracowało, ile mieliśmy pomysłów i chęci działania. Cóż będę pisał, zdjęcia mówią same za siebie.
Skoro sierpień - to na pierwszy ogień poszły słoneczniki:


Nasz błogi spokój nagle zakłócił przelatujący samolot. Od razu wszyscy obróciliśmy się w jego kierunku:

...by jednak po chwili znów wrócić do przytulania i całowania. Co jak co, ale ta para to uwielbiała:

Nie obyło się też bez drobnej sprzeczki. Warto sobie wyjaśnić przed ślubem kto tak naprawdę rządzi w związku.

Dobra, dobra, wystarczy tego przekomarzania! Wojtku, ślub już niedługo. Pakuj walizkę i daj się zaciągnąć Marcie pod sam ołtarz!

Niedaleko słoneczników odnaleźliśmy cichy i spokojny lasek brzozowy:


Narzeczeni byli też na tyle odważni, by usiąść na środku drogi. A gdyby akurat wtedy coś szybko jechało...?

Na szczęście nie jechało nic. Ale za to my chcieliśmy jechać, w inne miejsce. Przejechaliśmy kilka kilkometrów, już byliśmy prawie na miejscu, a tu niespodzianka! Samochód zaczął zwalniać coraz bardziej, redukcja biegów i wciskanie gazu nic nie pomagały. Przetoczyliśmy się jeszcze chwilę na jednynce, ale po chwili silnik zgasł zupełnie. Cóż Wojtku - na Ciebie kolej - wykaż się przed przyszłą małżonką, że jesteś w stanie sobie poradzić w każdej sytuacji, nawet tej beznadziejnej!

Mamy pomysł! Powolutku będziemy pchać samochód. Mechanik powinien być gdzieś niedaleko, rzuci okiem, naprawi i pojedziemy dalej. Niestety Marta z Wojtkiem nie doszli do porozumienia w którą stronę najlepiej będzie pchać. Efekt - samochód nie ruszył się nawet o milimetr...

Nie mogąc sobie poradzić z samochodem i będąc na środku wielkiego pola zaproponowałem moim narzeczonym... sesję zdjęciową. Za aparat posłużył nam stary, ale dobry, manualny Zenit. Wszyscy wspaniale się bawiliśmy łapiąc coraz to bardziej wymyślne kadry:


Jak widać, Wojtek swój obiekt fotograficznych zainteresowań miał niemal wyśniony...

Po wypstrykaniu całego filmu, wybraliśmy się dalej na spacer przez pola. Oczywiście, narzeczeni ciągle za ręce...

Daleko jendnak nie uszliśmy. Marta z Wojtkiem ogłosili alarm - czas na przytulanie!

Spacer się dłużył - do najbliższych zabudowań przecież daleko. Nie ma się co dziwić, że w takiej sytuacji człowieka dopadaja stan ogólnego zniecierpliwienia...

Marta z Wojtkiem nie zapominali o tym, by sprawdzić czy się dobrze prezentują podczas sesji. Do tego jednak potrzebne jest lustro. Ktoś pomyśli - skąd lustro na środku pola?! A ja odpowiem: to się nazwywa magia. Czy jest coś niemożliwego dla tak wspaniałej i kochającej się pary?

Drodze nie widać końca. Pora na chwilę rozrywki. Znowu szczypta magii, i cudownie pojawia się nam pluszak. Czyż to nie wspaniała zabawa, podrzucać go sobie w górę i próbować łapać?

Chyli się ku zachodowi... Zupełnie nie wiemy gdzie jesteśmy. A zdążyć do kościoła trzeba, ślub już za kilkanaście godzin! Kto wie, czy się uda...

...tym bardziej że młodzi są tak zauroczeni sobą, że świat mógłby dla nich nie istnieć. Same zachody słońca im wystarczą...

3 komentarze: