W ramach przygotowań do Bergson Winter Challenge w sobotę postanowiłem wybrać się z Marcinem na krótką wycieczkę rowerową. Pogoda nam w tym nie przeszkodziła, wręcz przeciwnie, mieliśmy doskonałą okazję by powitać zimę. Przez pierwszych kilkanaście kilometrów śnieg mocno zacinał, widoczność była bardzo mała, a my na zasuwaliśmy po lodzie na rowerach szosowych nie mając żadnej przyczepności do nawierzchni. To jest to co kolaże bardzo lubią, doskonała okazja do ćwiczenia techniki jazdy.
Jednak gdy tylko przekroczyliśmy granicę parku narodowego nagle się przejaśniło i nawet na chwilę słonko wyszło. Postanowiłem wyjąc aparat i porobić kilka zdjęć:


Marcin nie pozostał mi dłużny:

Poniżej znana wszystkim doskonale Brama Krakowska. Jednak z racji na nasze ukierunkowanie szosowe nie pojechaliśmy w górę wąwozem, a ruszyliśmy dalej wzdłuż Prądnika.

Prądnik o tej porze roku - nad wyraz malowniczy:

Dalej naszym oczom ukazała się Igła Deotymy. Dlaczego ta skała została tak nazwana? Bo Deotyma to pseudonim literacki Jadwigi Łuszczewskiej, która przez pewien czas tworzyła w willi "Pod Koroną", którą to też widać na tym zdjęciu.

Listopadowy dzień jest jednak krótki. Trzeba było szybko pożegnać się z doliną. Oto ostatnie spojrzenie na nią...

... i pamiątkowe zdjęcie na jej tle:

1 komentarze: